- Maks! Nie! Jestem zajęty... wiesz...
- Tylko mi nie każ tu spać. - mruknęłam.
Usiadłem na kłodzie przy wygaszonym ognisku.
***
Mijały godziny, a oni nie wychodzili. Zasnęli, ja pierdole. No i co ja mam zrobić? Zaczęło się chmurzyć, spadły pierwsze krople deszczu. Przecież nie mogłem tu tak zostać, wstałem, założyłem na głowę kaptur i ruszyłem w las.
***
Wróciłem dopiero nad ranem, całą noc nie spałem, bo gdzie? Włóczyłem się po lesie bez celu, moknąc. Teraz, byłem cały przemoczony, miałem strasznie czerwone oczy a do tego gorączkę.

- Maks, przepraszam... - powiedział od razu.
- Weź się lepiej zamknij. - mruknąłem wymijając go.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Jezu! Maks! Dasz radę zagrać w następnym meczu?! - trener stanął mi na drodze, no tak... tylko to się dla niego ostatnio liczyło.
- Wiesz co? Odpieprz się, zagram, ale odpieprz się i nie pytaj się o to więcej. - odepchnąłem go lekko od siebie. - Wracam do domu. - prychnąłem.
Schowałem się w naszym namiocie, ściągnąłem mokre ubrania i założyłem suche. Spodnie i bluzę oraz buty.
Wszystko wepchnąłem do plecaka, nie widziałem sensu dłużej tu zostawać. Byłem padnięty, miałem chrypę, gorączkę. Po prostu źle się czułem a przez to byłem zdenerwowany. W zasadzie miałem tabletki, krople do oczu (Często robiły mi się takie czerwone) mógłbym zostać, ale po co? Cisnąłem plecakiem w róg i położyłem głowę na poduszkę i zamknąłem mocno oczy, które piekły mnie od temperatury. Wziąłem głęboki wdech, uspokajając się. Trochę wybuchłem...
- Maks. - usłyszałem nagle swój głos.
- Hmmm? - mruknąłem, nie do końca wiedziałem kto to był.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz